Face roller — moje małe odkrycie w dbaniu o siebie.
Dla mnie face roller jest małym odkryciem. I tak naprawdę traktuję go nie tylko jako sposób na pielęgnację twarzy, ale przede wszystkim jako mały rytuał dbania o siebie.
Do tej pory… totalnie nie dbałam o swoją twarz. Trochę tak, jakby w ogóle nie należała do mojego ciała.
Problemy ze szczęką po operacji progenii zmusiły mnie, żeby zacząć zwracać na nią większą uwagę. Ale największa potrzeba, żeby zaopiekować się sobą trochę inaczej niż do tej pory, przyszła po sesjach z psychologiem.
Uświadomiłam sobie wtedy, że troska o siebie jest jednym z najważniejszych prezentów, jakie możemy sobie dać.
Skoro dbam o swoje ciało, karmiąc je dobrym jedzeniem.
Skoro dbam o nie na siłowni, budując jego siłę.
To dlaczego nie dołożyć do tego czegoś, co pozwoli mi się zatrzymać, zrelaksować i po prostu poświęcić sobie kilka minut?
I właśnie face roller stał się moim pierwszym małym krokiem.
Nie jestem ekspertką od pielęgnacji twarzy. Sama się tego uczę. I może właśnie dlatego chciałam zebrać wszystko w jednym miejscu — prosto, bez miliona informacji i bez tworzenia kolejnego obowiązku.
Stworzyłam więc dla siebie mały manual, który pomógł mi wprowadzić prostą rutynę i pokazał mi, że naprawdę mogę znaleźć 5 minut dziennie tylko dla siebie.
Bez presji. Bez perfekcji.
Roller, ulubione serum lub olejek, czasem spokojna muzyka i kilka minut, podczas których nigdzie nie muszę się spieszyć.
Poniżej zebrałam moje dotychczasowe odkrycia: jaki roller wybrać, na co zwrócić uwagę i jak krok po kroku wykonać prostą rutynę.
A jeśli macie swoje doświadczenia, tipy albo widzicie coś, co warto tutaj poprawić czy uzupełnić — dajcie znać. Będę bardzo wdzięczna. Ja też cały czas się uczę. 💜
Kolejny krok? Gua sha, a później face yoga.
Trzymajcie kciuki. 😄
Bo może dbanie o siebie nie zawsze musi oznaczać wielką zmianę. Czasami zaczyna się od 5 minut, które w końcu dajemy samej sobie.